Kocham dziecko – jak mogę mu pomóc, gdy…

17.10.2017 | Autor:

Bezbronność małego dziecka jest szczególnie widoczna, gdy znajdzie się w sytuacji trudnej dla siebie i to po raz pierwszy. Właściwie prawie każda nowa sytuacja wzbudza u dzieci ostrożność i lęk – rozglądają się ściskając mocno naszą dłoń lub przytulając się do nas, a czasami rozpaczliwie płaczą lub krzyczą, próbują wyrywać się i uciekać. Reakcje te często są m. innymi zależne od: doświadczeń dziecka i jego wrażliwości, stopnia zaspokojenia potrzeb bezpieczeństwa, akceptacji  i od ufności do nas, dorosłych.

  1. Jak tworzyć u dzieci zaufanie do nas i do naszych słów?

Byłam kiedyś z moją małą wnuczką na szczepieniu. Obok siedziała mama z trzy – czteroletnią płaczącą dziewczynką. Matka trzymała ją mocno i mówiła: nie płacz, nie bój się, zastrzyk nie boli, nie płacz.  Dziewczynka: boli, ja wiem, boli i płacze jeszcze głośniej.

Wtrąciłam się do rozmowy i wyjaśniłam, że dziewczynka ma rację, że każdy zastrzyk troszkę boli, ale zastrzyk jest bardzo potrzebny, bo….. i opowiadałam o zarazkach, chorobach, o tym, jak mali, niewidoczni  rycerze w szczepionce i w organiźmie walczą z groźnymi zarazkami, które mogą spowodować ciężką chorobę itd. Dziecko przestawało płakać i siedziało zasłuchane w bajkę – nie bajkę. Wyjaśniałam dalej, że teraz, jak wie, że troszkę może boleć, to na pewno wytrzyma, że będzie jej łatwiej, jak będzie mocno oddychała , o tak – przećwiczyłyśmy oddechy i wcale nie dziwię się, że trochę boi się i płacze. Będzie łatwiej, jak mocno chwyci mamę za rękę i mocno uściśnie przed zastrzykiem. W tej chwili otworzyły się drzwi i dziecko z mamą zostało zaproszone do gabinetu. Zza drzwi nie słyszałam głośnego płaczu, a po chwili obie wyszły. Mama – mniej zdenerwowana, dziewczynka jeszcze ze łzami w oczach. Spytałam: prawda, że trochę bolało?. Spojrzała na mnie i lekko uśmiechnęła się potakując głową, mama też się uśmiechnęła i wyszły, mam nadzieję , że na lody. Jestem przekonana, że od tej pory zastrzyk nie będzie już taki straszny.

Jest taka zasada, że dzieciom mówimy prawdę o tym, co je czeka, nie oszukujemy ich a one wierzą nam i ufają. Lęk przed trudną sytuacją znacznie zmniejsza się.

Miałam w przychodni pod opieką dziewczynkę z połowiczym mózgowym porażeniem dziecięcym, czekała ją operacje zmniejszenia przykurczy i długi pobyt w szpitalu połączony z rehabilitacją. Dziewczynka miała niewiele ponad 3 lata i była to pierwsza jej operacja. Wątła, nadwrażliwa, nieśmiała, miała być narażona na wielką traumę i matka prosiła o pomoc w przygotowanie dziecka na to, co je czeka. Przygotowanie trwało około miesiąca. Ania dostała zabawki: zestaw „mały lekarz”: bandaże, strzykawkę, termometr, wagę, deseczki, małe buteleczki z „lekarstwami” itp. oraz misia z chorą łapką (specjalnie łapka została naderwana). Mama bawiła się z dziewczynką w pobyt w szpitalu (opracowałyśmy różne scenariusze badań, zabiegów, podawania leków itp.). Potem miś z zabandażowaną łapką odpowiednio gimnastykował się i po kilku dniach można było opatrunek zdjąć (drugi identyczny miś miał też owiniętą bandażem łapkę i tego drugiego, z „wyleczoną łapką” dziewczynka oglądała przy końcu kuracji; trzeba było tylko trochę przybrudzić go).  Z późniejszej relacji matki wynikało, że Ania na tyle oswoiła się z instrumentami lekarskimi, że nie przeżywała szoku – mama mówiła jej, co teraz będzie i odwoływała się do zabaw z misiem. Dziewczynka dzielnie zniosła operację i rehabilitację z towarzyszącym jej misiem.

W przypadku drugiego, starszego dziecka (8 lat), które miało mieć operację usunięcia guza jednej z kości podudzia trzeba było dokładnie opowiedzieć o procedurze przyjmowania do szpitala, zabiegach przedoperacyjnych, podawaniu narkozy, późniejszym samopoczuciu, prośbach o basen, prośbach o leki przeciwbólowe itp. Dziecko słuchało, zadawało pytania bardzo szczegółowe a po policzkach płynęły bezgłośnie łzy. Nie wiadomo było, czy po operacji uszkodzona kość odbuduje się, a druga, pozostała kość będzie umożliwiała chodzenie. O tym też rozmawialiśmy, o późniejszej długiej, bolesnej rehabilitacji – o wszystkim. I na salę operacyjną pozwolono wziąć dziecku przytulankę, którą dopiero po podaniu narkozy usunięto, ale która czekała przy wybudzaniu. Dziecko przed operacją powiedziało matce, że już się tak nie boi, bo wszystko wie.

Trzeba dzieciom mówić prawdę, i o tym, że lekarstwo będzie gorzkie i niesmaczne, ale trzeba je wziąć, bo najlepiej pomoże przy chorobie, i o tym, że jest chore i nie pójdzie do przedszkola, gdy będzie w nim Mikołaj. Trzeba mówić, że idzie się do pracy i wróci się późno, a nie wymykać się chyłkiem, gdy dziecko nie widzi. Gdy spostrzeże, że nie ma matki, to jest wówczas przekonane, że zostało opuszczone, zostawione, porzucone i następnego dnia będzie chodzić krok w krok za nią tak, że nie będzie już możności wyjścia bez zauważenia przez dziecko. Wymykając się, tylko powiększamy ból dziecka. Lepiej powiedzieć prawdę, przytulić, umówić się na 5 buziaczków, policzyć je, powiedzieć, że się kocha, zostawić swoją fotografię i wyjść nie przedłużając  pożegnania. Po kilku dniach dziecko przestanie płakać, będzie wiedzieć, że mama wróci, bo nie ucieka, tylko wychodzi.

Trzeba mówić dzieciom prawdę, gdy rodzice postanawiają rozejść się. Jest to szczególnie trudna sytuacja dla dziecka. Zwykle wtedy dużo wcześniej dochodzi do konfliktów, kłótni, krzyków, czasem do mówienia źle o partnerze przy dziecku, czasem jedna ze stron próbuje przekupić dziecko podarkami, czy obietnicami itd. Dziecko nic z tego nie rozumie, zaczyna narastać w nim lęk, zakłócone jest poczucie bezpieczeństwa i powstaje przekonanie, że „to wszystko z mojej winy”! Z takim bagażem nikt, a szczególnie małe dziecko nie poradzi sobie. Jak maluchowi pomóc, jak o tym wszystkim mówić, gdy nam dorosłym coś ściska gardło? Zwykle radziłam rodzicom (dobrze, gdy rozmowa jest z obojgiem), żeby powiedzieli dziecku, że bardzo je obydwoje kochają i mama i tata. Żeby przywołali doświadczenia dziecka, że nie wszystkich kolegów w przedszkolu lubi, że z niektórymi nie może porozumieć się, że się kłócą. Trzeba też powiedzieć, że z dorosłymi jest tak samo. Że tak bardzo pogniewali się na siebie, że nie mogą być już razem, że to nie jest wina dziecka! Nie przestają być ani mamą ani tatą, są nadal rodzicami, nie będą mieszkać razem, ale kochają dziecko i obydwoje będą interesować się nim.

Dziecku i tak zawali się świat – może przestać chcieć jeść, może zacząć jąkać się, może się zacząć moczyć lub zanieczyszczać, może stać się agresywne, płaczliwe, chorowite, apatyczne, bez dziecięcej radości – są to różne sposoby zwrócenia na siebie uwagi, różne sposoby wołania o pomoc i ratunek. Różne sposoby przeżywania i dawania sobie rady z sytuacją przerastającą dziecko. Ale w tym wszystkim będzie wiedziało, że próbowano mu to wyjaśnić, że nikt go nie oszukuje. Łatwiej wtedy znaleźć ukojenie przytulając misia, czy kosmatego pieska, spać z wieloma maskotkami mocno je ściskając.

     Ważna rzeczą jest powiedzenie wówczas dziecku, że teraz będzie trudniej, będzie smutniej, będzie gorzej, ale, że sobie poradzą.

Czego nie wolno wówczas?

* Nie wolno spać z dzieckiem, niech śpi w swoim łóżeczku! Spanie z którymś z rodziców jest  wówczas dla dziecka sygnałem jakiegoś niebezpieczeństwa, narasta lęk. Niech dziecko śpi samo, ale bajki na dobranoc mają być dłuższe, piękniejsze, ciekawsze; pogłaskanie i buziak – serdeczniejsze, słowa – milsze niż kiedyś.

* Nie wolno zastępować nieobecnego „rodzica”. Matka ma być matką, a nie udawać ojca; ojciec ma być ojcem, a nie udawać matki. Tak jest prawdziwiej. Dziecko ma na stałe jednego z rodziców, ale za to pełniącego we właściwy sposób swoją rolę.

* Nie wolno obwiniać drugiego z rodziców, nawet gdy nie spełnia swoich obietnic. Dziecko samo zobaczy co się dzieje. Trzeba nawet wówczas mówić, że ta druga strona kocha dziecko tak, jak potrafi.

* Nie wolno na wszystko pozwalać, „bo biedne”, ale stawiać wymagania i uczyć pokonywania trudności, współdziałać z dzieckiem, zachęcać do pomocy i współpracy.

* Nie wolno ograniczać kontaktów z drugim z rodziców, jeżeli dziecko ma na nie ochotę i jeżeli te kontakty nie szkodzą dziecku.

* Nie wolno mówić dziecku: ja się dla ciebie poświęcam! Jest to pośrednie obarczanie dziecka winą za zaistniałą sytuację.

 

Bardzo ważną sprawą jest mówienie prawdy dzieciom adoptowanym. Znane są przypadki, gdy nastolatki lub nawet starsza młodzież, po dowiedzeniu się że są adoptowani przeżywają szok, wstrząs, mają ogromny żal, że tak długo byli oszukiwani i często odwracają się od rodziców!  Działają wówczas niezwykle skomplikowane mechanizmy psychologiczne – nienawiść do siebie samego, obniżenie poczucia własnej wartości, żal do całego świata; myśli, że jest się niczym, skoro własna matka zostawiła, porzuciła, a obcy ludzie na dodatek oszukiwali udając rodziców! Tego typu odczuć jest więcej, czasem nie daje się przywrócić spokoju, wrócić do dawnej sytuacji i obie strony cierpią. Dzieci bardziej!

A można tego wszystkiego uniknąć mówiąc małym jeszcze dzieciom prawdę: ja ciebie nie urodziłam, ja wybrałam sobie ciebie do kochania!  Myśmy wybrali sobie ciebie do kochania! Ze wszystkich dzieci, myśmy wybrali właśnie ciebie! Jeżeli dziecko od wczesnego wieku  –  roczku, dwóch lat i później często słyszy te słowa powtarzane z uczuciem, to zaczyna czuć się kimś wyjątkowym, ważnym i naprawdę kochanym. Jeżeli ogląda zdjęcia, widzi jak rosło i czuje się dobrze, to może nawet nie spyta o swoją prawdziwą historię, a jeżeli spyta, to trzeba powiedzieć, że prawdziwa matka na pewno bardzo je kochała, ale np. była chora, nie mogła utrzymać dziecka, a chciała, aby było mu dobrze itp. – często złagodzić prawdę.

 

Zaufaniem dzieci cieszą się ci dorośli, którzy mają wśród nich autorytet i dali im odczuć, że je kochają. Warto przypomnieć, że stawianie dzieciom wymagań i określanie granic: wolno – nie wolno umacnia nie tylko autorytet dorosłego, ale wzmacnia u dzieci  poczucie bezpieczeństwa. Mają one zaufanie do osób, które wiedzą czego chcą – dla dzieci jest to oznaka siły, a tym samym bezpieczeństwa, pod warunkiem, że czują się przez te osoby kochane i akceptowane. Dziecko poruszając się w znanych, jasno określonych granicach czuje się bezpieczne.

Dzieci nie mają zbytniego zaufania do rodziców nadopiekuńczych. Nadmierna troska osłabia w dziecku wiarę we własne siły, a ponieważ często udaje mu się na dorosłych wiele rzeczy wymuszać, ich też podświadomie uważa za słabych. Kto więc obroni je przed światem? Takim rodzicom dziecko zbytnio więc nie wierzy i bardzo silnie przeżywa stresy (wizyty u lekarza, okres adaptacyjny w przedszkolu itp.).

 

Im więcej wymagamy od dziecka (oczywiście na miarę jego możliwości), im więcej dajemy mu swobody, częściej chwalimy, nie oszukujemy go i mówimy prawdę o czekających przeżyciach, tym bardziej pomagamy mu w trudnych sytuacjach.

 

  1. Zaspokojenie potrzeb bezpieczeństwa a reakcje dzieci na sytuacje trudne.

Zaspokojona potrzeba bezpieczeństwa (poczucie bezpieczeństwa) jest to wewnętrzne przekonanie, że nic złego tak naprawdę nie może się stać, że zawsze jest ktoś, kto kocha i utuli, obroni, pomoże, zmniejszy lęk. To poczucie bezpieczeństwa kształtuje się we wczesnym okresie niemowlęctwa, a nawet w stadium noworodka. Specyficzny kontakt dotykowy matka-dziecko wycisza, uspokaja, redukuje lęk przed nieznanym i stanowi bodziec do aktywności własnej i do rozwoju. Dzieci wtedy lepiej jedzą, śpią spokojniej, są ciekawsze, radośniejsze i lepiej się rozwijają. Jeżeli potrzeba bezpieczeństwa nie jest w pełni zaspokojona, to dziecko jest spięte, niespokojne, nie czuje się kochane, to lęk je ogarnia, wzrasta napięcie psychiczne, które najłatwiej rozładować agresją. Dzieci krzyczą, drapią siebie i innych, potrafią gryźć – jest to często sygnał, ze lęk przekroczył możliwy do wytrzymania poziom (w domach dziecka, w okresach adaptacyjnych do przedszkola możemy takie reakcje zaobserwować). Dziecko nie czuje oparcia, jest pozostawione samo sobie i walczy broniąc się. Jego reakcje nie są nastawione na pokonanie trudności, ale na obronę przed sytuacją dla niego trudną. Bywa, że do reakcji psychicznych i ruchowych dochodzą zmiany somatyczne – moczenie się, zanieczyszczanie, jąkanie, bóle brzucha, głowy, brak lub nadmierny apetyt itp. – dziecko jest całością psychofizyczną.

Wcale nie jest łatwo wtedy pomóc dziecku. Pierwszą rzeczą jest rozładować napięcie i zmniejszyć agresję – najłatwiej przez ruch: jesteś zły, rzucaj piłką tak mocno, jak jesteś zły; wbijaj kołki młotkiem tak mocna, jak jesteś zły (zabawka: na stelażu są otwory z włożonymi do nich drewnianymi kołkami, które można przy pomocy drewnianego młotka „przebijać” na drugą stronę; odwrócić zabawkę i od nowa); pobiegnij do furtki i z powrotem; drzyj gazetę tak mocno, jak jesteś zły itp. Dziecko może odmówić wykonania polecenia. Można próbować wtedy zaskoczyć je jakimś swoim zachowaniem – np. usiąść tak samo jak ono, stukać tak samo w dłoń, jak ono itp. Powtarzać należy tak długo daną formę zachowania, aż dziecko spojrzy i nawiąże kontakt wzrokowy. Dalej już łatwiej – można powiedzieć: widzę, jak bardzo ci źle; mam odczucie, że chciałbyś być gdzie indziej; może pobawimy się samochodem? Trzeba znaleźć „klucz” do dziecka, jego uczuć i problemów. Gdy zachowania dziecka powtarzają się, warto porozmawiać z rodzicami i namówić ich do wizyty u psychologa.

Dziecko przywiązuje się do osoby, która nawiązuje z nim kontakt i trzeba robić wszystko, aby tego kontaktu nie stracić, żeby nie zawieść zaufania, oczekiwań i nadziei dziecka. Zlecając dziecku różne zadania, które wykonuje „dla nas”, bo nam zaczęło ufać, warto jednocześnie pokazać mu, że potrafi tyle rzeczy dobrze zrobić, warto sprawić, aby zaczęło w siebie i w swoje możliwości wierzyć. Trwa to długo – najkrócej kilka miesięcy, a nawet dłużej – wiarę w dorosłego i w siebie odzyskuje się nie tak łatwo.

 

  1. Doświadczenia dziecka i jego wrażliwość.

   Dziecko przychodzi do przedszkola z bagażem trzyletnich lub dłuższych doświadczeń. W zależności od tego, co przeżyło, jakie są postawy rodziców do niego, jakie ma doświadczenia z innymi ludźmi czy dziećmi, tak nastawia się do świata, do siebie i do innych. Bywa otwarte i ufne, aktywne i uśmiechnięte. Bywa smutne, zamknięte w sobie, nieśmiałe i ostrożne, wycofujące się z kontaktu. Bywa też agresywne, krzyczące, wyrywające dzieciom zabawki, potrafiące ugryźć, uderzyć itp. Dalsze funkcjonowanie dziecka w przedszkolu w dużej mierze zależy od naszych reakcji.

Jeżeli dziecko za agresję w przedszkolu jest karane (najczęściej krzyczy się nań, stawia za karę do kąta, bywa nawet, że dziecko dostaje klapsa itd.), to jego agresja jeszcze powiększa się i u malucha umacnia się przekonanie, ze światem rządzi silniejszy stosując przemoc! Trzeba zastosować inne środki – można te, wspomniane wyżej. Pomagamy wówczas dziecku dawać sobie radę z własnymi uczuciami.

Jeżeli nieśmiałego, zalęknionego malucha będziemy brać na ręce i nadmiernie pocieszać, to możemy w sposób niezamierzony umocnić w nim przekonanie, że naprawdę jest się czego lękać. Pomożemy dziecku tylko wtedy, gdy je wyciszymy,  zachęcimy do zabawy tak, że uwierzy we własne możliwości.

Jeżeli dziecko przeżywa bardzo mocno rozstanie z rodzicami, to chyba warto przedłużyć okres adaptacyjny, pozwolić przynieść maskotkę z domu (ale wtedy wszystkim dzieciom!), fotografię mamy i taty, porozmawiać, by dziecko było w domu bardziej usamodzielniane i wcześniej odbierane z przedszkola itp.

Bywają dzieci nadwrażliwe, które nie dojrzały jeszcze do przedszkola i podejmowane przez nas zabiegi adaptacyjne i wspomagające nie przynoszą efektów – dziecko nadal bardzo cierpi.

Są to często dzieci wcześniaki, dzieci z patologicznej ciąży czy porodu, po prostu dzieci o słabszym układzie nerwowym. Powinny one pozostać jeszcze rok lub nawet nieco dłużej w domu, gdzie czują się bezpiecznie, by już jako bardziej dojrzałe wrócić do przedszkola. Pomocą w podjęciu decyzji, czy dziecko wycofać z przedszkola, może służyć psycholog, neurolog czy też dziecięcy psychiatra – wszyscy działają na rzecz dziecka. Nie można jednak takiego dziecka i jego rodziny pozostawić bez pomocy – konieczne są wskazania co do postępowania z dzieckiem i kontrolowanie jego stanu co jakiś czas.

 

  1. Jak możemy pomóc dzieciom w trudnych dla nich sytuacjach?

Nie ma gotowych recept na sposoby pomocy dziecku. Chcąc pomóc dziecku powinniśmy najpierw poznać główną przyczynę trudności, poznać samo dziecko, jego doświadczenia i poziom wrażliwości. Powinniśmy się tak zachować, by dziecko chciało współpracować z nami. Nie wolno nam, jak wspomniałam wyżej, zawieść zaufania dziecka.

Generalnie, sytuacją trudną jest dla każdego z nas, również dla dziecka, taka sytuacja, która przekracza nasze aktualne możliwości. Dlatego koniecznie powinniśmy poznać możliwości dziecka i odnieść je do sytuacji, w której się znalazło, przy czym nie chodzi w tym wypadku o możliwości intelektualne, ale o możliwości emocjonalne dziecka i stan zaspokojenia jego najważniejszych potrzeb. Jak to można zrobić?

Wykorzystujemy tu zabawę, która w wieku przedszkolnym  jest podstawową aktywnością dziecka. Jednym z rodzajów zabaw, który pomoże nam poznać zarówno dziecko jak i przyczyny jego trudności jest zabawa tematyczna.

Wszyscy pracujący w przedszkolu wiemy, że dzieci bawiące się w dom odtwarzają głównie doświadczenia z własnego domu. Jeżeli jakieś dziecko często w zabawie w dom odtwarza określoną sytuację, która nie jest właściwa z punktu widzenia wychowawczego, to najprawdopodobniej jest to przyczyna trudności dziecka. Jeżeli dziecko unika takich zabaw, to też jest to sygnał, że chyba sytuacja w rodzinie nie gwarantuje zaspokojenia potrzeb dziecka (albo sytuacja jest tak dobra, że dziecko nie ma potrzeby jej powtarzać w zabawie).

* Chcąc poznać stopień zaspokojenia ważnych potrzeb warto zastosować prostą technikę projekcyjną opartą o metodę R. Zazzo (projekcja – mechanizm obronny polegający na nieświadomym rzutowaniu własnych potrzeb, stanów emocjonalnych itp. na rzeczywistość). Możemy to zrobić tylko wtedy, gdy mamy dobry kontakt z dzieckiem. Siedzimy obok lub naprzeciwko dziecka, możemy je przytulić, pogłaskać i powiedzieć „bajkowo”: wyobraź sobie, ze leżysz w łóżeczku, jest w pokoju prawie ciemno, oczki powoli zamykają ci się, a tu na parapecie okna pojawia się dobra wróżka i mówi: mogę zamienić Cię na małą chwilkę w jakieś zwierzątko; czym najbardziej, na chwileczkę chciałbyś zostać, jakim zwierzątkiem? Po odpowiedzi dziecka pytamy: dlaczego chcesz być……? Oto przykłady autentycznych odpowiedzi dzieci: (zachowuję wymowę dzieci) ja to bym chciał być lewem; (?), bo on to jest klól i jest silny i nikt mu nie dokuca i nie ksywdzi (chłopiec 5;4); ja, to …..chce być malutkim zuckiem (?) – bo zucek jak sie boi, to schowa sie w kącik i nikt nie moze go znaleźć i nic mu nie zlobi, bo go nie ma. Łatwo uzmysłowić sobie, ze dzieci sygnalizują przemoc w stosunku do siebie, pokazują lęk i marzą o sposobach poradzenia sobie z tak trudną sytuacją. Konieczne jest w takich sytuacjach rozpoznanie sytuacji domowej dziecka, a czasem też przedszkolnej. A oto inne wypowiedzi: ja to chcę być malutkim kotkiem (?) bo, z malutkim kotkiem to jest jego mama, przytula go i głaszcze i liże – całuje i odchodzi tylko na chwilkę i go kocha (dziewczynka  6 lat);  ja, ja….to bym ściała być małym ptaszkiem (?) bo, on mieszka w gniazdku i nie musi chodzić do przedszkola i mama i tata go karmią i nie każą jeść samemu  (dziewczynka 5;6 z nadopiekuńczej rodziny po kilku dniach w przedszkolu). Wszystkie te wypowiedzi to wołanie o akceptację, miłość, troskę, widać w niektórych z nich przyczynę braku zaspokojenia ważnych dla dzieci potrzeb. Jeszcze jedna wstrząsająca wypowiedź chłopca w wieku nieco powyżej 6 lat, który sprawiał w przedszkolu trudności wychowawcze – płaczliwość z dużą dozą agresji: ja to bym chciał być dużym wężem (?) bo, jest duży, zimny i nikt nie chce go przytulać, brać na kolana i głaskać całego. Wypowiedź chłopca nasuwa podejrzenia o molestowanie seksualne (okazało się to prawdą, chłopiec przeszedł odpowiednią terapię a konkubent matki odpowiadał przed sądem). W tej prostej, wydawałoby się, metodzie dzieci posługują się pewnymi symbolami, ale trzeba uważać, by nie popełnić błędu w interpretacji wypowiedzi dziecka.

* Inną metodą poznawania problemów dziecka i jednocześnie metodą terapii jest zabawa pacynkami. Szczególnie pomocna jest ona w przypadku dzieci nieśmiałych, zahamowanych, skrzywdzonych. Dziecko tak silnie potrafi wcielić się w rolę, w postać pacynki (króliczka, wiewiórki, osiołka, kotka czy pieska), że odpowiada na pytania jako zwierzątko, a nie dziecko, ale opowiada o swoich dziecięcych problemach. Psycholog czy pedagog – nauczyciel także ma na ręce pacynkę i to obie pacynki rozmawiają! Metoda jest trudna, wymaga taktu, empatii i pewnych zdolności aktorskich. Można też zabawę pacynkami wykorzystać do nazwania uczuć, które dziecko przeżywa i jednocześnie dać wskazówkę, jak sobie z tymi uczuciami poradzić.

Rysowanie i malowanie jako metoda radzenia sobie z problemami i uczuciami.

Pamiętamy, że dziecko w rysunkach nie przedstawia tego, co widzi, ale rysuje to, co czuje i to, co wie (S. Szuman – patrz bibliografia). Ponieważ jego możliwości graficzne są niskie, stosuje ono swoisty, nieświadomy „kod” operując: wielkością, kolejnością rysowania, rozmieszczeniem na kartce, bliskością osób, starannością rysowania, doborem barw, naciskiem kredki na papier itp. Osoby kochane rysuje dziecko jako: największe (mama większa od drzewa, mimo, że dziecko wie, że jest inaczej), w pierwszej kolejności, zwykle pośrodku, lub po lewej stronie (dzieci lewooczne – po prawej), bardzo starannie, z dużą ilością szczegółów, wielobarwne, przy średnim nacisku kredki na papier. Jeżeli dziecko czuje się kochane, to rysuje siebie tak, jak osoby kochane, jeżeli czuje się nie kochane, to często siebie w ogóle nie rysuje, lub rysuje jako postać małą, z boku, na końcu, przy pomocy jednej kredki, czasem czarnej (jestem tak zły, że nikt mnie nie kocha), byle jak itp. Warto więc analizować zebrane rysunki dzieci i prześledzić tendencje rysowania różnych członków rodziny, swojej osoby także.

Jedną z metod radzenia sobie z trudnymi uczuciami jest przeżycie ich i „wyrzucenie” z siebie.

Pracowałam kiedyś z pięciolatkiem, który jechał samochodem w nocy z ojcem, przysnął i obudził się, gdy samochód wpadł w poślizg i uderzył w samochód nadjeżdżający z przeciwnej strony. Ojciec – kierowca został ranny, był przez jakiś czas nieprzytomny. Obcy ludzie, zakrwawiony tata, karetka, szpital itd. – szok dla dziecka. Długo po wypadku miał lęki nocne, moczył się, w ciągu dnia płakał, kurczowo trzymał się ojca, bał się wyjść z domu nie mówiąc o jeździe samochodem. Moja pomoc polegała na: przypomnieniu dziecku wypadku, wielokrotnej zabawie samochodami w różne wypadki, rysowaniu wypadków itp. Trwało to kilka tygodni, w czasie których coraz więcej nocy było spokojnie przespanych, ustąpiło moczenie, ale lęk jeszcze utrzymywał się. Pomogło rysowanie uczuć – chłopiec rysował huk i noc, rysował strach, przerażenie. Były to bezkształtne figury, ciemne barwy i duży nacisk. Ja nazywałam te uczucia, które przeżywał chłopiec przy odtwarzaniu wypadku w zabawie i opowiadaniach. Rysunki darliśmy na małe kawałki i wyrzucaliśmy do kosza. Wkrótce objawy i lęki ustąpiły – zostały przeżyte i wyrzucone.

Moja pięcioletnia wnuczka Asia była kiedyś smutna, popłakiwała i miała zły dzień (dzieciom przytrafiają się też takie dni). Dałam jej kartkę, kredki i zaproponowałam: narysuj smuteczek. Dziecko podparło się na łokciach, pomilczało, wreszcie wzięła kredki i powstał rysunek: ciemnozielony, poziomo położony owal, w środku czarne oczy i buzia, na dole owalu, na zewnątrz wiele czarnych nóżek z brązowymi ciemnymi kółkami-bucikami. Obok duże czarne drzwi z równie dużą, czarną  klamką. To są takie nóżki, żeby smuteczek szybko uciekał przez te drzwi, klamka też musi być duża, żeby ją szybko zobaczył i sobie poszedł.……Po chwili: a teraz narysuję radość – takie słoneczko, też będzie miało nóżki i buciki, żeby mogło tu przyjść.

Dzieci w trakcie rysowania zmniejszają napięcie psychiczne, rysując nazwane uczucie – obniżają jego natężenie i „wyrzucają” z siebie. Po chwili jest miejsce na dziecięcą radość.

* Bajki terapeutyczne – czytanie, opowiadanie, rozmowy.

Bajki terapeutyczne to tak dobrane treściowo i symbolicznie opowiadania o zwierzętach, dzieciach, ludziach, zjawiskach przyrody itp., które pozwalają przeżyć, zrozumieć i dać sobie radę z różnymi traumatycznymi wydarzeniami, sytuacjami czy lękami.

Uniwersalne i wszystkim znane bajki także spełniały podobne funkcję. Kopciuszek – dzielna, pracowita dziewczyna, mająca ciężkie życie  – w końcu znalazła sprawiedliwość, dobrobyt i szczęście – taka bajka daje nadzieję, ułatwia przetrwanie. Czerwony Kapturek – zawiera w sobie przestrogę i przesłanie, że zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże, a zło zostanie ukarane. Podobnie Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna i wiele, wiele bajek. Wszystkie uczą, że zło się kończy i dają nadzieję na lepsze jutro. Powstało obecnie dużo książek z bajkami terapeutycznymi napisanymi specjalnie dla dzieci przeżywających trudne sytuacje i problemy. Wszystkie pomagają zrozumieć co się stało, znacznie obniżają poziom lęku i oswajają z trudną dla dziecka sytuacją. Niektóre z nich podaję w bibliografii – naprawdę warto je poznać.

Bywa też, że dziecko pyta w domu, czy mama lub tata mieli podobne sytuacje – czy musieli mieć zastrzyki, byli w szpitalu, spotkało ich coś złego; często prosi o opowiedzenie, jak to było, gdy się urodziło, było małe itp. Odpowiadanie na pytania i opowiadanie o dzieciństwie zwiększa poczucie bezpieczeństwa u dzieci i powoduje, że nieco łatwiej jest znieść trudne sytuacje. Jest to właśnie oprócz okazywania mądrej miłości, umiejętna pomoc dziecku.

Jeżeli nasze oddziaływania i nasza pomoc nie są skuteczne i dziecko cierpi, to koniecznie należy szukać pomocy u specjalistów – psychologa, neurologa czy psychiatry dziecięcego.

 

Dziecko pozbawione właściwej pomocy cierpi całe życie – trauma stale wraca!

 

Zróbmy wszystko, co możemy, by dzieciństwo było dobre, szczęśliwe, by dzieci nie były bezradne, by umiały sobie pomóc. My powinniśmy ich tego nauczyć.


Polecana literatura.

  1. Ilg F.L., Ames L.B., Baker S.M.: Rozwój psychiczny dziecka. GWP, Gdańsk.1992.
    Książka jest właściwie poradnikiem dla rodziców, psychologów, pedagogów i lekarzy. W prosty i mądry sposób mówi zarówno o kłopotach wychowawczych jak i o sposobach ich rozwiązywania. Mówi jak rozmawiać z dziećmi o adopcji, rozwodzie i innych trudnych sytuacjach. Powinna być pod ręką. (wyszło obecnie nowe wydanie).
  1. Jansson T.: Opowiadania z doliny Muminków. Nasza Księgarnia, Warszawa 1987.
    Po raz kolejny, szczególnie opowiadanie o Niewidzialnym Dziecku polecam.
  1. King G.: Umiejętności terapeutyczne nauczyciela. GWP, Gdańsk 2003.
    Pokazuje wagę odpowiedniego przygotowania do udzielania pomocy, odpowiada na pytania jak to robić. Warto zapoznać się i przemyśleć,
  1. Kozłowska A.: Zaburzenia emocjonalne u dzieci w wieku przedszkolnym. WSiP, Warszawa 1984.
    Poznajemy objawy i skutki trudnych emocjonalnie dla dzieci sytuacji. Wskazówki, jak możemy im pomóc są ważne.
  1. Kozłowska A.: Znaczenie relacji rodzinnych dla pozytywnego rozwoju dziecka. CMPP-P, Warszawa 2000.
    Warto spojrzeć na problemy diagnozy trudności u dzieci, można też zobaczyć, jak wykorzystać rysunek w diagnozie oraz jak należy traktować dziecko, któremu chcemy pomóc.
  1. Molicka M.: Bajkoterapia. O lękach i nowej metodzie terapii. Media Rodzina. Poznań 2002.
  2. Molicka M.: Bajki terapeutyczne. Media Rodzina. Poznań 1999.
  3. Molicka M.: Bajki terapeutyczne. Część 2. Media Rodzina. Poznań 2003
    Wszystkie trzy książki to wiedza o wykorzystaniu bajek w terapii lęków i innych objawów trudności oraz wiele bajek dla dzieci. Oswajają dzieci z ciemnością, rozłąką, chorobą, śmiercią i wieloma innymi sytuacjami. Pozwalają zrozumieć dzieciom ich sytuację i pomóc dzieciom. Koniecznie!
  1. Musierowicz M.: Opium w rosole. Nasza Księgarnia, Warszawa (wiele wznowień
    Jeden z tomów tzw. Jeżycjady – opowieści o ciepłej rodzinie, ich dzieciach i przyjaciołach. W omawianej książce jest mowa m. innymi o dziewczynce, poszukiwaniach przez nią ciepła i o roli starego, wybrudzonego pieska. Jeśli ktoś nie czytał, to KONIECZNIE powinien. Całość!
  2. Oster G.D., Goulg P.: Rysunek w psychoterapii. GWP. Gdańsk 2002.
    Czego można dowiedzieć się z rysunków dzieci i młodzieży, jak można im przez rysunek pomóc. Wiele przykładów i opisów sytuacji. Pomocne i pozwala wiele zrozumieć.
  3. Przetacznikowa M., Makiełło-Jarża G.: Psychologia wychowawcza, społeczna  i kliniczna. WSiP, Warszawa 1977.
    W kursie psychologii autorki omawiają niektóre trudności i zaburzenia w rozwoju dzieci uwarunkowane m. innymi wpływami wychowawczymi. Rzetelna wiedza o dziecku.
  4. Szuman S.: Sztuka dziecka. WSiP. Warszawa 1990.
    Klasyczna już wiedza o twórczości plastycznej dzieci, o rozwoju rysunków i ich cechach charakterystycznych.

Newsletter

Bądź na bieżąco i otrzymuj najnowsze informacje.