Jak kochać dziecko

13.09.2017 | Autor:

Każdy z nas kocha swoje dzieci, często mówimy: ja tak je kocham! To dlatego: nie mogę odmówić, … pomogę, …wybaczę, … kupię, … pozwolę na wyjazd, bo tak bardzo prosi, …na kino, …na wyjście do kolegi. Tak często chwalę, że pięknie narysowało, pięknie zrobiło siusiu, pięknie się ubrało, nigdy nie powiem, że coś mi się nie podoba, że może coś zrobić lepiej. Nie powiem, bo dziecku będzie przykro, a ja je tak kocham, niech ma szczęśliwe dzieciństwo!

Można mnożyć przykłady takiego postępowania i tego typu uzasadnień.

A oto przykład innego rodzaju – pewnego razu w przychodni, w której pracowałam, obserwowałam dziecko i rozmawiałam z jego matką. Dziecko było głęboko upośledzone, w wieku 3 lat nie mówiło, nie chodziło, siedziało podpierane, bardzo mało rozumiało. Matka trzymała je na kolanach, rozmawiała ze mną a dziecko uderzało otwartą dłonią o blat biurka najpierw lekko, a potem silnie (nie interesowało się leżącymi na blacie zabawkami). Naraz dość mocno uderzyło matkę w twarz, a matka dobitnym głosem powiedziała: nie!, nie wolno!. Wzięła jego dłoń w swoją i dłonią dziecka pogłaskała swoją twarz mówiąc: moja, moja, moja kochana mama ! Potem przytuliła dziecko do siebie, pocałowała je, pogłaskała po głowie kilka razy, a maluch uśmiechnął się i przylgnął do matki. Do końca życia nie zapomnę słów, które powiedziała chwilę potem kobieta: ja wiem, moje dziecko jest upośledzone, specjaliści nie dają szans na duże zmiany, będę się tak długo nim zajmować,  jak długo będę żyła. Po mojej śmierci trafi do zakładu specjalnego. Ja tak muszę je wychować i tyle nauczyć, by tam nie było nieszczęśliwe. Jak nie będzie agresywne, nie będzie innych biło, odpychało, to pewnie będzie lubiane i będzie mu lepiej na tym świecie.

Tak, to była mądra miłość.

Przypomniała mi się piękna opowieść: „Pierścień i róża”  autorstwa Wiliama M. Thackeray. Wróżka, której nie zaproszono na urodziny królewny, a która mimo to przybyła, ofiarowała maleństwu odrobinę cierpienia. Dzięki temu królewna, której skomplikowane dzieje śledzimy, nie miała łatwego życia, ale miała przyjaciół i potrafiła rozumieć i szanować innych ludzi, ich uczucia i problemy (dziś nazywamy to empatią). Po odzyskaniu praw do królestwa była mądrą i szanowaną władczynią. Powiecie państwo, że nasze dzieci nie będą  książętami z bajki? Tak, to prawda (chociaż czym właściwie jest właściciel firmy, szef.?), ale żyjemy wśród ludzi, pracujemy, zakładamy rodziny, wychowujemy następne pokolenia, dzieci rosną, zakładają swoje rodziny i życie ludzkie toczy się dalej. Korzystamy z dorobku poprzednich pokoleń: z dobrodziejstw nauki, kultury, z wynalazków, urządzeń  technicznych. Dziwnie mało korzystamy natomiast z dorobku myśli pedagogicznej i psychologicznej związanej z rozwojem i wychowaniem drugiego człowieka. Z pokolenia na pokolenie powielane są często błędy związane z wychowaniem, które skutkują porażką pedagogiczną i prowadzą do nerwic, zaburzeń osobowości, do myśli, w których przewija się lęk, by nie wróciły koszmary, rozczarowania i smutne wspomnienia z dzieciństwa. Świat będzie taki, jakich tworzących ten świat ludzi, wychowamy.

Jestem psychologiem z wieloletnim doświadczeniem i marzy mi się taka szkoła ponad-podstawowa i takie studia nauczycielskie, które uczyłyby młodzież młodszą i starszą o tym, czego potrzebuje dziecko do prawidłowego rozwoju psychicznego – do rozwoju dojrzałej osobowości, do rozwoju systemu wartości, do rozwoju uczuć wyższych, do rozwoju krytycznego myślenia z umiejętnością przewidywania długotrwałych konsekwencji itd. Czy to jest utopia? Może tak, a może nie – w każdym razie warto spróbować, bo taki cel jest chyba najważniejszy w naszym życiu. My, już dorośli, umiemy pisać, czytać, obsługiwać maszyny, posługiwać się komputerem, uczyliśmy się tak wielu rzeczy, ale nikt nas nie uczył jak naprawdę kochać i jak wychowywać dzieci. Wiedza o dziecku wśród osób dorosłych jest nikła i zupełnie niewystarczająca (nawet wśród nauczycieli). Mamy prawo do popełniania błędów, ale jeżeli będzie ich mniej w procesie wychowania, będzie mniej bezradnych rodziców i pedagogów, to będzie więcej szczęśliwych dzieci wyrastających na wartościo-wych ludzi.

 

Wróćmy na chwilę do podanych na początku przykładów.

 Nie mogę odmówić – dziecko mówi: posprzątaj mi w pokoju, kup mi grę komputerową, daj mi pieniądze na dyskotekę, ja chcę całą pomarańcz, inni mają markowe dżinsy, a ja? itd.

W każdym wieku i na każdym poziomie rozwoju dzieci o coś proszą, czegoś chcą, a potem czegoś żądają  (nie mają poczucia ani naszych ograniczeń, ani możliwości oraz skutków spełniania wszystkich życzeń). Co wynika z nadmiernego spełniania żądań?

  • Jeżeli dziecko ma spełniane wszystkie prośby i życzenia, to przy odmowie wystąpi rozgoryczenie, często złość, agresja itp., a u dziecka kształtuje się postawa roszczeniowaja muszę mieć, mnie się należy (wnuk zabierający babci emeryturę, bo musi mieć na piwo, młody człowiek-bandyta rabujący starszym bezbronnym ludziom grosze z torebek  itd., itd.-przykładów jest wiele). Jednocześnie dziecko, czy młody człowiek nie ma możliwości rozwoju i kształtowania takiego uczucia jak przykrość, że czegoś nie mam, że czegoś mi brakujejak taki ktoś może zrozumieć drugiego człowieka, który niewiele ma, albo uczucia ofiary – człowieka, któremu zabrano, wyrwano coś?. Uczymy się przez  analogie, to my musimy coś przeżyć, by zrozumieć i brać pod uwagę uczucia drugiego człowieka! To my musimy mieć odpowiednią ilość doświadczeń, aby umieć żyć wśród innych!

Pomogę mu, jeszcze jest takie małe, jeszcze namęczy się dość w życiu: karmię dziecko roczne (mimo, że samo chce próbować jeść), bo malutkie; karmię dwuletnie, bo nie umie jeszcze jeść (a kiedy i jak miało się nauczyć?); karmię trzy, cztero, pięcioletnie, bo się złości, że mu wychodzi gorzej niż rówieśnikom w przedszkolu (i w ogóle do przedszkola nie chce chodzić, bo dzieci śmieją się z niego i dokuczają, że nie potrafi samo zjeść, ubrać się, samodzielnie skorzystać z łazienki itp.).

  • Nasza niewłaściwa miłość sprawia, że dziecko czuje się gorsze od innych, jest niesamodzielne, zaczyna kształtować się lęk przed nową sytuacją i powstaje niska samoocena – jestem gorszy.  Jeżeli tego typu sytuacja przedłuża się i przenosi na inne dziedziny życia, to dziecko w ogóle nie potrafi nie tylko wykonywać wielu czynności, ale także nie potrafi podjąć samodzielnie decyzji, często nawet nie próbuje!

Oto kilka przykładów.

Do przychodni przychodzi chłopiec z klasy V z nerwicą szkolną (nie chce chodzić do szkoły, ma torsje, biegunki, temperaturę, lęki nocne związane ze szkołą, okresową bezsenność i inne objawy). Badania psychologiczne wykazały duże możliwości umysłowe chłopca. Na pytanie, jak było w szkole, padła odpowiedź: źle, dostałem jedynkę! I zwraca się do matki z krzykiem i płaczem: to przez ciebie, ty nie kazałaś mi nauczyć się wiersza, to przez ciebie!!!        I rzucił się z pięściami na matkę. Okazało się, że już od przedszkola matka „wyręczała” synka w pamiętaniu, co należy przynieść lub przygotować do przedszkola (dziecko w przedszkolu nie potrafi jeszcze pamiętać o obowiązkach, ale należy mu przypominać, a nie za niego pamiętać), a w szkole dziecko także nie miało żadnych szans na nauczenie się obowiązko-wości i odpowiedzialności za siebie. Ponadto wyręczanie we wszystkim przez matkę z jednoczesnym tłumaczeniem: „jak będzie starszy, to się nauczy” wywołało u dziecka poczucie lęku (nie umiem, nie podołam) i stałe napięcie psychiczne (duże napięcie psychiczne najprościej jest rozładować i zmniejszyć poprzez agresję). Był to początek nerwicy i narastającego odczucia ubezwłasnowolnienia. Chłopiec tak naprawdę nie wiedział kim jest, co potrafi, w czym jest dobry, a w czym nie bardzo, nie miał, tak ważnego dla każdego człowieka, poczucia  „to jestem ja” (długotrwała terapia nieco zmieniła nastawienie i obraz własnej osoby u dziecka, ale matka raczej mało zmieniła swoje nastawienie do chłopca i ciągle kontrolowała jego zachowanie i obowiązki). Czy będzie on samodzielnym człowiekiem, gdy dorośnie – nie wiem, ale raczej nie, ponieważ lęki i silne przekonania z dzieciństwa pozostają w nas, w naszym dorosłym życiu.

 

     Ja ją tak kocham, że…  każdego dnia „gotuję dla niej najmniej trzy, a często cztery zupki i ona wybiera, którą zje, ona ma taki słaby apetyt. Poje trochę jednej zupki, potem ze trzy łyżeczki drugiej, ze dwie czekoladki, banana….to przecież niedużo, jak dla dwuletniej dziewczynki, prawda?”. Jest to fragment autentycznej rozmowy z matką dziecka, dodać należy, że dziecko nigdy nie je siedząc przy stole ale biega po pokoju, a matka z łyżką za nią (pozostałe zupy wylewane są do zlewu, zupy są miksowane, bo może się przecież zakrztusić ). Dziecko samo decyduje, w co mama je ubierze ( jak ma ochotę na letnie ubrania, a jest zima, to wtedy nie wychodzi się na dwór, a w domu włączane jest dodatkowe ogrzewanie). Matka wielokrotnie powtarza, że zrobi wszystko, co dziecko chce, bo je tak bardzo kocha.

  • Jeżeli dziecko nie ma możliwości odczucia głodu, to nie będzie umiało poprosić, jak naprawdę będzie głodne, dziecko nie potrafi gryźć (co będzie, gdy pójdzie do przedszkola i nie poradzi sobie z siedzeniem przy stole, z jedzeniem tylko jednej zupy, a co będzie z brakiem umiejętności gryzienia?). „Ułatwiając” pozornie dziecku życie, matka to życie tak naprawdę utrudnia!
  • Jeżeli dziecko nie je różnych potraw, nie siedzi z innymi przy stole, to w jaki sposób nauczy się różnych form zachowania, jak nauczy się form grzecznościowych, jak może odczuć przyjazną rodzinną atmosferę, żarty, rozmowy – jest pozbawione ważnych życiowo doświadczeń typu emocjonalnego. Pozbawiamy je także poczucia przynależności do rodziny (inne, starsze dziecko wychowywane w podobny sposób mówiło: chyba mnie nie lubią, nigdy z nimi razem nie jem, zawsze mama mi szykuje najpierw i jak zjem, to  wtedy wszyscy jedzą, bo ja mam takie dobre, takie jak lubię, a oni takie jakieś….). Wzorce wyniesione z tak prowadzonego domu nie ułatwią potem budowy własnego życia i własnej rodziny.

Zawsze je chwalę, nie mówię, że coś jest nie tak….Wiele dzieci tak wychowywanych było pacjentami poradni psychologicznych z powodu niskiej samooceny ( inni to robią lepiej, a ja nie potrafię) lub samooceny nie adekwatnie zawyżonej (ja ładniej potrafię, ale mi się nie chce; ja najlepiej to umiem kolorować, ale te kredki są złe;  ja dobrze to umiem, ale kolega mi zawsze przeszkadza itp.).

  • Dziecku nadmiernie chwalonemu nie przekazujemy informacji o standardach, wymaganym poziomie prac, czy umiejętności. Czuje się więc gorsze, poniżone, gdy w nowym środowisku nie jest najlepsze, gdy jego rysunki nie wiszą na wystawie, gdy je porównuje z pracami innych dzieci.
  • Dziecku nadmiernie chwalonemu „nie podwyższa się poprzeczki”, dziecko poprzestaje na tym poziomie, na którym łatwo funkcjonuje, nie uczy się pokonywania trudności!

Zaczyna ono ich unikać, nie chce chodzić do przedszkola, bo nie umiem rysować, nie chce chodzić do szkoły, bo nie umiem pisać, czytać, liczyć, bo nie umiem dostawać słoneczka w zeszycie itp. Poprzestaje na minimum wysiłku i całe życie jest nieszczęśliwe, nie zna swoich możliwości, wycofuje się z aktywności (brak umiejętności pokonywania trudności wywołuje stałe poczucie lęku, sprzyja więc potrzebie obniżania lęku między innymi przez sięganie po alkohol, narkotyki itp.).

  • Dzieci nadmiernie chwalone są bezkrytyczne wobec siebie, mają poczucie, że są lepsze od innych dzieci lub ludzi, mają tendencje do poniżania innych, dokuczania im. Jako osoby dorosłe nie znoszą żadnej krytyki, a osoby krytykujące stają się osobistymi wrogami; często zdarza się, że niepowodzenia w karierze, w pracy interpretowane są jako skutek spisku, „podkładania świni” itp.

Jak widać chociażby z powyższego, tak kocham swoje dziecko, że…. wcale nie skutkuje

pozytywnymi efektami  i szczęściem dziecka, któremu chciałoby się nieba przychylić. Nasuwa się pytanie: wobec tego jak kochać dziecko, by było ono szczęśliwe i miało dobre życie? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. Proponuję wymianę zdań, dyskusje na-

uczycieli przedszkoli i rodziców dzieci przedszkolnych o kochaniu dzieci i o skutkach tego kochania. Chciałabym ułatwić taką dyskusję i dlatego proponuję cykl krótkich artykułów obejmujących „węzłowe problemy”, takie kamienie milowe w procesie wychowania i miłości do dziecka. Oto propozycje tematów.

  1. Kocham dziecko – nie biję (wspaniałe hasło, ogromne uznanie dla jego autorki a także założycielki Stowarzyszenia). Przedstawię problem nagród i kar w procesie wychowania w domu i w placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Warto zastanowić się wspólnie nad mitem kary – nad ciągłą jej obecnością w naszym życiu. Dlaczego mamy tendencję do gróźb, wyzwisk, kar cielesnych, agresji słownej i innych kar? Czy można uczyć życia bez kar i nagród, jeżeli nie, to jakie one powinny być?
  2. Kocham dziecko – chcę wiedzieć… jakie ono jest w różnych okresach swojego życia, jakie ma możliwości, czego tak naprawdę potrzebuje. Co jest typowe dla wieku dziecka, a co jest jego właściwością indywidualną. Czego mogę oczekiwać od dziecka. Dlaczego dziecko jest czasem tak wspaniałe, radosne, mądre, tak łatwo można porozumieć się z nim, a czasami tak nieznośne, wrzeszczące, agresywne? I  CO  WTEDY  ROBIĆ ???
  3. Kocham moje dziecko – jak mogę nauczyć je dobrych uczuć . Jakie są prawidłowości kształtowania się u dzieci takich uczuć jak: miłość (i jej okazywanie), przyjaźń, współczucie, umiejętność wybaczania i jednocześnie wymagania, ciekawość, chęć współpracy i współdziałania itp. Jak minimalizować „złe” uczucia – złość, nienawiść, zazdrość (one są też potrzebne!).
  4. Kocham dziecko – jak mogę pomóc mu w kształtowaniu systemu wartości. Jak dziecko uczy się norm moralnych i społecznych, jakie są prawidłowości rozwojowe w tym zakresie, jacy powinniśmy być my, dorośli, by ułatwić dzieciom przyswajanie systemu norm i wartości.
  5. Kocham dziecko – jak mogę mu pomóc: gdy jest chore, gdy ma lęki, gdy czeka je zabieg, pobyt w szpitalu, gdy boi się obcych, ma lęki nocne, gdy coś stało się z bliskimi mu osobami itd.
  6. Kocham dziecko – jak wspomagać rozwój jego osobowości. Jak pomagać w kształtowaniu poczucia własnej wartości, samooceny, jak uczyć pokonywania trudności, aktywności życiowej. Jakimi rodzicami możemy być, by nasze dziecko poszło w świat i ludzi z poczuciem, że zawsze jest ktoś bliski, kto daje psychiczne oparcie. Jakie postawy życiowe chcemy kształtować?

Tematów i problemów jest tak wiele, że wybrałam zaledwie niektóre. Te tematy, które przedstawiam wyżej i sukcesywnie szerzej omówię, nie wyczerpią zagadnień, dlatego będę podawać pozycje z literatury, do których warto sięgać, zaglądać, czytać, przemyśliwać. Nie zawsze będą to pozycje naukowe, popularnonaukowe, czy poradniki. Czasami będzie to dobra beletrystyka, która bardziej do nas przemawia, niż najlepsze dzieło naukowe. Dzieje się tak, ponieważ kształtowanie drugiego człowieka i miłość do niego są dla nas najważniejsze od kiedy istnieje ludzkość.

Będę także prosić Państwa o uwagi, podsuwanie innych tematów z szeroko rozumianej problematyki rozwoju i wychowania.


Polecana literatura (wraz z komentarzem).

  1. A. Faber, E. Mazlish : Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci. Twoja droga do szczęśliwej rodziny. Poznań 1998. Media Rodzina.
    Książka do wielokrotnego przeglądania i czytania, wciąga!. Autorki pokazują jak szanując uczucia dzieci ( i swoje) rozwiązywać codzienne problemy domowe kształtując jednocześnie u dzieci poczucie odpowiedzialności i obowiązkowości. Sprawdza się!!!
  1. T. Gordon: Wychowanie bez porażek. Warszawa 1991. Instytut Wydawniczy PAX.
    Autor omawia sposoby rozwiązywania różnych rodzinnych konfliktów ucząc jednocześnie szacunku do stron konfliktu. Pokazuje sposoby mediacji bez poczucia porażki. Nie ma tu ani wygranych, ani przegranych. Polecam. (druga część: Wychowanie bez porażek w praktyce jest też bardzo pomocna w procesie wychowania).
  1. J. Gregory: Mama kazała mi chorować. Prawdziwa historia tragicznego dzieciństwa. Wyd. Amber 2005.
    Wstrząsająca historia przekazywanej z pokolenia na pokolenie zaburzonej, chorej  miłości do dzieci. Widzimy różne oblicza miłości rodzicielskiej. Długo potem myśli się i przeżywa.
  1. T. Jansson: Opowiadania z doliny Muminków. Warszawa 1987. Nasza Księgarnia.
    Jest to właściwie kluczowa pozycja dla dorosłych, którzy chcą tak naprawdę zobaczyć siebie (w krzywym zwierciadle) oraz uczucia i przeżycia dzieci. Nie trzeba komentarza. Koniecznie!
  1. H. Lee. Zabić drozda. Poznań 2006. Dom Wydawniczy Rebis.
    Urocza, ciepła książka (do której wielokrotnie się wraca) o dobrej, prawidłowej miłości opowiedziana z punktu widzenia dzieci (film z Gregorym Peckiem był też znakomity). Po tej książce wraca optymizm.
  2. J. Steinbeck: Na wschód od Edenu. Warszawa 1991. PIW.
    Ciepła i straszna, denerwująca i porywająca. Po prostu książka o życiu. Ciekawie zarysowane postacie, najważniejsze ludzkie uczucia i oczywiście różne odmiany miłości. To o nas, tych, którzy po wygnaniu z raju zamieszkali na wschód od Edenu. Obowiązkowa literatura dla myślących .

Newsletter

Bądź na bieżąco i otrzymuj najnowsze informacje.